Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkoholizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkoholizm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 lutego 2020

5. MOJE CECHY DDA

Dzisiejszy post będzie przybliżał tematykę syndromu DDA. Konkretnie cechy osobowości, towarzyszące osobie, która wychowała się z rodzicem alkoholikiem. W sieci znajdziemy mnóstwo stron z listą tych dysfunkcyjnych cech. Oczywiście nie każdy ma je wszystkie w pakiecie. Ja u siebie znalazłam jakieś 70-80% klasycznych objawów DDA.
Najczęściej przedstawiane dysfunkcje, które odczuwam w życiu to:
NIEŚMIAŁOŚĆ 
Z tego już trochę wyrosłam, ale jako dziecko byłam bardzo nieśmiała i wycofana.
IMPULSYWNOŚĆ*
To chyba jedna z gorszych cech, jakie posiadam. Lata "walki" z matką rozbujały moje nerwy do granic możliwości. Reaguję bardzo gwałtownie na rzeczy, które na pewno nie powinny wyprowadzać człowieka z równowagi do tego stopnia.
ZMIENNE NASTROJE
Przykra sprawa. Jednego dnia można tryskać energią i chęcią życia (chociaż od czasu, gdy zawitała nerwica - rzadziej mam takie dni) a następnego widzieć wszystko w ciemnych barwach.
TRUDNOŚCI W OKAZYWANIU UCZUĆ*
Ok. Mam być tu szczera - po to jest ten blog. Wywal z siebie te wszystkie myśli i zmierz się z faktami, do których nie chcesz się przyznać. Początki piekła związanego z piciem matki, to również okres tzw. "pierwszej młodzieńczej miłości". Ochhh... jak ja nie chcę do tego wracać, ale ten temat też będzie trzeba przerobić. Jak kocha nastolatka? Szalenie, z klapkami na oczach - ale kocha. Czy się jej wydaje? Nie sądzę. To skrajne emocje. Tak, z pewnością byłam zakochana i to do granic możliwości. Nie uważałam siebie za atrakcyjną dziewczynę (i tu kolejne cechy DDA - POTRZEBA AKCEPTACJI, OGROMNA SAMOKRYTYKA). W klasie miałam (wg swojego mniemania) o wiele atrakcyjniejsze koleżanki, które już zaczynały spotykać się z chłopakami. I wtedy uwagę na mnie zwrócił ON - osiedlowy czarny charakter, budzący strach wśród sąsiadów a mój dzisiejszy powód do wstydu. Sądzę, że to będzie wymagało osobnego postu - piękny przykład tego, jak działa psychika zostawionego samemu sobie dzieciaka. Alkoholizm matki był wtedy "świeży" - jeszcze nie wywarło to wszystkich skutów w głowie, więc kochałam na swój sposób. Chcę podkreślić, że czułam to w sobie, całą sobą. Kiedy ta moja wielka miłość znalazła się w więzieniu - byłam skłonna do wielu poświęceń, do których nie jestem zdolna dnia dzisiejszego. To było jakieś 15 lat temu. 15 lat procesu, który sprawił, że dziś muszę się "domyślać" swoich uczuć... zastanawiać się czy kocham, czy to to... a co z tym idzie, wielkie kłopoty z okazywaniem tego drugiej osobie. Z jednej strony ta silna potrzeba czucia się kochaną i AKCEPTOWANĄ, silna potrzeba miłości (zapewne tej, której się nie otrzymało w dzieciństwie) a z drugiej problem z identyfikacją i okazywaniem uczuć. 5 lat temu miałam jeszcze takie jakieś "przebudzenie"(?). Jeden związek, w którym odczuwałam to w sobie. Skończyło się źle dla mnie. Zostałam skrzywdzona - niespodziewanie porzucona z dnia na dzień. Być może to też był już tzw. gwóźdź do trumny.... szczególnie, że kolejna cecha to...
LĘK PRZED PORZUCENIEM
No właśnie. Nic dodać, nic ująć. A najlepsze to są takie rozchwiania emocjonalne, kiedy wydaje mi się, że to ja powinnam już skończyć bieżący związek - co by nie zostać uprzedzoną. Ta cecha mogła zostać nasilona, przez porzucenie, jakiego doświadczyłam. (j.w.)
BRAK CELÓW ŻYCIOWYCH
A co za tym idzie - trudności w realizowaniu do samego końca swoich planów życiowych i częste uleganie impulsom. Często daję się namawiać na przedsięwzięcia, które później w chłodnej ocenie okazują się niepotrzebne.
Nawet, jeśli sobie jakiś cel ustanowię, to przeważnie kończy się fiaskiem i zaniechaniem w dążeniu do niego.
NIEŚWIADOME POSZUKIWANIE NAPIĘĆ I KRYZYSOWYCH SYTUACJI*
...a następnie uskarżanie się na ich skutki. Ciężko jest to dostrzec w codziennym życiu. Czytając wiele artykułów związanych z osobowością DDA, zadumałam się niejednokrotnie. Dobrze, że mamy taką skłonność do samokrytyki, bo chociaż możemy dostrzec takie aspekty ;)

Cech jest jeszcze sporo. Jeżeli chcesz więcej poczytać na ten temat - kliknij tutaj. W artykule jest wszystko bardzo dobrze ujęte. Ja wymieniłam te najistotniejsze, które dość łatwo jest u siebie dostrzec. Skutki z pewnością nie raz przejawią się w postach, w których będę przytaczać różne sytuacje z życia.


* na czerwono oznaczyłam te cechy, które są dla mnie najbardziej uciążliwe w dorosłym życiu

środa, 19 lutego 2020

2. MATKA ALKOHOLICZKA - CZYLI SKĄD TEN SYNDROM DDA

Ciężko jest określić, kiedy moja mama zaczęła pić. Podobno zawsze miała z tym jakiś problem. Ja pamiętam jedynie kilka scen z okresu, jak miałam 5 lat. Później wzięła się w garść na dobre kilka lat. Prawdziwe piekło zaczęło się, kiedy byłam 15-latką. Rozpiła się na dobre i nic ją nie obchodziło. Mogłabym opisywać miliony scen, które widziały moje oczy... ale zajęłoby mi to zbyt dużo czasu. Może z czasem na wyrywki jakieś historie wyrzucę z siebie. Zawaliłam przez nią szkołę a konkretniej liceum. Nieustannie starałam się jej pilnować, za wszelką cenę powstrzymać przed piciem... wiele razy do późnych godzin nocnych... Po takich akcjach, rano nie byłam w stanie wstać na lekcje. Z czasem nie wyrobiłam frekwencji i musiałam zapisać się do zaocznej szkoły. Czasem zastanawiam się, gdzie się podziała ta moja zawziętość? Ta chęć rozpaczliwej, naiwnej walki o nią... Chyba po kilku latach to po prostu zanika. Albo może zobojętniałam? Chyba tak...

Matka narobiła długów. Kredyt za kredytem... Błędne koło. Nowy by spłacić poprzedni i tym sposobem dobrnęła do takiego punku, że było trzeba sprzedać nasze 3 pokojowe mieszkanie w pięknej okolicy i kupić dużo mniejsze 2 pokojowe w mniej atrakcyjnym bloku. Kawał życia spędziłam w tamtym mieszkaniu. Było mi ciężko przejść przez proces sprzedaży i przeprowadzki... "Nowego" mieszkania nie lubię. Nie lubię zapraszać do siebie gości. Uważam, że jest okropne, dziwnie skonstruowane... Poza tym... Podczas moich dwóch wyprowadzek, matka ostro pogorszyła jego stan... - tak dwa razy udało mi się uciec... ale o tym może innym razem. Na dzień dzisiejszy jestem nadal tutaj z nią.....

Mając 17 lat zaczęłam chodzić do psychologa. Nie radziłam sobie ze stresem, nie radziłam sobie z jej piciem. Czasem mam wrażenie, że te wizyty mnie bardziej irytowały. Psycholog podpowiedziała mi, żebym spróbowała zgłosić matkę na przymusowe leczenie - spróbowała, bo aby taki wniosek złożyć, trzeba być pełnoletnim... Mnie się udało. W końcu nikt poza mną nie mógł tego zrobić... Kiedy matka się dowiedziała, próbowała popełnić samobójstwo. O tym innym razem.

Miała dwa dłuższe okresy bez alkoholu, Pierwszy to wszywka - około 10-11 miesięcy spokoju. Miałam wtedy 18 lat. Nigdy nie zapomnę tego rozczarowania, kiedy znów wypiła. Drugi był z własnej woli. Przyszła do mnie 31 grudnia 2013 pożyczyć 20 zł na chlanie w Sylwestra - zapowiadając, że to jej ostatni raz i od Nowego Roku przestaje. Szczerze? Wyśmiałam ją... Byłam przekonana, że to "obiecanki - cacanki", byle dostać ode mnie kasę na alkohol. Zdziwiłam się i to mocno. Oczywiście nie od razu. Zdarzały jej się dni bez picia.... ale nie tygodnie i nie miesiące. 1 stycznia 2014 przestała autentycznie .... na 1.5 roku. Jakoś w lipcu 2015 roku, ujrzałam ją pod blokiem, idącą tym charakterystycznym krokiem po kolejne puszki.
Wiele takich zdarzeń sprawiło, że nie mam już nadziei. Pije do dziś. Ta męka trwa już 15 lat. Odczuwam ogromne skutki jej picia, przede wszystkim w swojej psychice. Ogromne skutki w całym życiu... Ogromny ból, jaki dźwigam i jaki ukrywam jest ... potwornie przytłaczający. Nie sądziłam, że samo pisanie o tym będzie budziło we mnie takie opory. Czuję, że chciałabym wyrzucić z siebie wszystkie uczucia, a coś mocno stawia mi mur. Muszę go przebić, wyburzyć...